sobota, 5 października 2013
Rozdział III
Grael i Salter szli ciemną ulicą, obaj mieli na sobie płaszcze kapturem. To był jeden z niewielu momentów, gdy nawet „cesarski szermierz” siedział cicho. Były lord delektował się ciszą i pozornym spokojem, kochał chłód i mrok nocy, przypominał mu jego dawne, północne włości. Nagle usłyszał dźwięk otwieranych ust.
- Graelu…- zaczął młodszy mężczyzna
- Na wielką pytę Grotha, pana piekieł, czy ty nie potrafisz być cicho przez pół godziny?- zapytał wojownik przymykając oczy
- Przepraszam… chciałem tylko zapytać, dlaczego to robimy… no i zgłosić, że mi zimno…
- Po raz piętnasty ci tłumaczę… dostaliśmy cynk, że ktoś na nas poluję, więc chcemy go dorwać… No a co do drugiego… Owiń się szczelnie płaszczem i stul pysk…
O dziwo Salter się zastosował i znów obaj mężczyźni szli w ciszy. Starszy uciekał do wspomnień, a młodszy myślał o kobiecych piersiach, ciepłym żarciu i wygodnej pościeli. Po kilku minutach usłyszeli szmer, Grael odwrócił się i zobaczył znikającą w cieniu postać.
- Plecami do siebie…- warknął
Byli przygotowani na atak z każdej strony. Grael zaczął pertraktację.
- Wiemy, że tam jesteś, zabójco, wyłaź…- powiedział zimnym i spokojnym głosem
- Po co?- usłyszeli głos kobiety, miękki, delikatny, z południowym akcentem, podobnym do tego z jakim mówił Salter
- Bo wiemy, że masz na nas zlecenie…- odparł lord, wiedział, że towarzysz za jego plecami już się ślini
Usłyszeli niewyraźny stek przekleństw wypowiadanych przez kobietę. Wojownik się zaśmiał.
- No i co cię bawi?- zapytał go młody szermierz
- Jej brak opanowania…- odparł- No wyłaź mała, nic ci nie zrobimy!- powiedział do dziewczyny
Na efekt nie było trzeba długo czekać, dziewczyna wyskoczyła na nich niczym kocica, na ustach miała okrzyk „kogo nazywasz małą?”. Grael zablokował atak i od razu ocenił przeciwniczkę. Była szczupła, ale jednocześnie zaopatrzona w kobiece wdzięki. Zmysłowa, zwłaszcza w skórzanych, przylegających dość ciasno do ciała ubraniach skrytobójczyni. Zaatakowała po raz kolejny, tym razem wojownik sparował cios, a jednocześnie przeciął zapięcie jej płaszcza, który zsunął się z twarzy. Starszego wojownika zamurowało.
- Mairead?- zapytał niepewnie
- Tak miała na imię moje matka, skąd to wiesz?
- Znałem ją… miła kobieta, jesteś do niej podobna…- odparł Grael i schylił się po jej płaszcz- Proszę, załóż go, twoje złociste włosy rzucają się w oczy w tym półmroku…
Dziewczyna nałożyła kaptur i zawiązała płaszcz.
- Tak w ogóle to jak się nazywacie?
- Jestem Gra…- zaczął były lord
- Nazywam się Saltern, ale dla ciebie mogę być nawet Eduardo, piękna…- wtrącił mu się jednak w słowa młodszy
Wojownik westchnął i zaczął jeszcze raz.
- Ja nazywam się Grael, a ci jak na imię?
- Angua…- odparła dziewczyna, widać byłą rozbawiona słowami jednego z panów
Ruszyli w stronę karczmy. Po chwili siedzieli przy stoliku, Grael dzierżył wielki kufel piwa, a młodsza dwójka kieliszki z winem. Rozmawiali w najlepsze. Okazało się, że matka Angui byłą piastunką byłego lorda i kochanką króla, ona zaś sama jest nieślubnym dzieckiem byłego władcy więc po części siostrą obecnego. Sama Mairead zginęła rok temu zabita przez Cesarskich. Grael zaproponował jej współpracę, dobra łuczniczka i zabójczyni zawsze może się przydać w kampanii najemników.
sobota, 24 sierpnia 2013
Rozdział II
Grael spoglądał ze szczytu wzgórza na zgliszcza kolejnej
osady.
-Ta cholerna Gwardia pozbawia mnie pracy...- warknął popędzając konia
Wojownik szybko zjechał ze wzgórza i ruszył brukowaną drogą prowadzącą przez wioskę. Zewsząd dobiegał go odór śmierci, krwi, szczyn, ale to wszystko prawie doszczętnie wyniszczał smród spalonych ciał. Najemnik poszukiwał ewentualnych ocalałych, ale jak dotąd nikogo nie zobaczył. Nagle drogę zabiegł mu jakiś elegancik, cały poplamiony krwią, z rapierem przy pasie. Spojrzał przerażony na wojownika. Nagle obaj uśmiechnęli się.
- Lord Grael, myślałem, że pan nie żyje…
- Lord już dawno umarł, teraz jestem zwykłym najemnikiem, Salterze, Cesarski Mistrzu Miecza…
- Już nie… cesarz wygnał mnie, ale w przeciwieństwie do ciebie, ja sam jestem temu winien…
- Co żeś zrobił?
- To że pieprzyłem jego siostrę i dwie kochanki mu nie przeszkadzało, ale gdy pewnego razu sprzeciwiłem się jego rozkazom… on skazał mnie na ścięcie, a moje młode gardło jest zbyt delikatne dla gilotyny…
- Więc uciekłeś?
Salter skinął tylko smutno głową. Miał dwadzieścia siedem lat, był przystojny, szczupły, wydawać by się mogło, że nie potrafił niczego, ale w jego przypadku było to błędem. Był wielofunkcyjny, ale najlepiej wychodziła mu szermierka… no, prawie najlepiej, ponoć lepszy był tylko w łóżku. Grael rozejrzał się. Cmoknął.
- No, pięknisiu, bież tamtego konia i dołącz do mnie, w drodze do najbliższej karczmy opowiesz mi co tu się stało…
Salter szybko wskoczył na konia i obaj mężczyźni ruszyli dalej drogą na północ.
- Przebywałem w tej wiosce kilka dni, znalazłem tu bardzo miłą damę… wiele bardzo miłych dam. Ale jedna z nich była wyjątkowa, ślicznotka jakich mało, jej piersi były jak…- zaczął opowieść z rozmarzoną miną
- Słuchaj, tę część możesz sobie odpuścić…- przerwał mu Grael, a młodzik teatralnie westchnął
- Nigdy nie lubisz tych tematów… na ale zgoda. Więc przebywałem w sypialni właśnie tej przeuroczej damy, kiedy miasto zaatakowali Imperialni. Sam niechybnie bym zginął, ale pokłuciem się ze ślicznotką i w tym monecie wpadł jeden z gwardzistów. Jednym uderzeniem zabił dziewczynę…- tu wyraźnie posmutniał- Jednak to dało mi czas by doskoczył do spodni i wyjął broń. Zabiłem go… późnij jeszcze kilku i uciekłem. Wróciłem po swojego konia i wtedy cię spotkałem.
Zamilkł, i spojrzał na wschodzące słońce.
- Ahh… wiosna, jaki to piękny czas, wszystko budzi się do życia, wszystko kwitnie…- westchnął rozmarzony, od razu można było zauważyć, że on kocha gawędzić
Grael pokiwał głową w zamyśleniu. Pewnie się domyślacie jak wyglądała reszta drogi… Starszy mężczyzna słuchał i wychodził z siebie, ale niczego nie okazywał, młodszy zaś mówił jak opętany. W końcu dojechali jednak do karczmy i nasz bohater odetchnął w duchu.
- Może uda mi się go zatkać kuflem piwa i króliczym udkiem…- pomyślał
Dwaj mężczyźni weszli do środka. Kilka spojrzeń skierowało się w ich stronę. Grael podszedł do szynkwasu, podczas gdy Salter szukał wolnego stolika. Po kilku minutach obaj siedzieli przy kuflu piwa i ciepłym obiedzie.
-Ta cholerna Gwardia pozbawia mnie pracy...- warknął popędzając konia
Wojownik szybko zjechał ze wzgórza i ruszył brukowaną drogą prowadzącą przez wioskę. Zewsząd dobiegał go odór śmierci, krwi, szczyn, ale to wszystko prawie doszczętnie wyniszczał smród spalonych ciał. Najemnik poszukiwał ewentualnych ocalałych, ale jak dotąd nikogo nie zobaczył. Nagle drogę zabiegł mu jakiś elegancik, cały poplamiony krwią, z rapierem przy pasie. Spojrzał przerażony na wojownika. Nagle obaj uśmiechnęli się.
- Lord Grael, myślałem, że pan nie żyje…
- Lord już dawno umarł, teraz jestem zwykłym najemnikiem, Salterze, Cesarski Mistrzu Miecza…
- Już nie… cesarz wygnał mnie, ale w przeciwieństwie do ciebie, ja sam jestem temu winien…
- Co żeś zrobił?
- To że pieprzyłem jego siostrę i dwie kochanki mu nie przeszkadzało, ale gdy pewnego razu sprzeciwiłem się jego rozkazom… on skazał mnie na ścięcie, a moje młode gardło jest zbyt delikatne dla gilotyny…
- Więc uciekłeś?
Salter skinął tylko smutno głową. Miał dwadzieścia siedem lat, był przystojny, szczupły, wydawać by się mogło, że nie potrafił niczego, ale w jego przypadku było to błędem. Był wielofunkcyjny, ale najlepiej wychodziła mu szermierka… no, prawie najlepiej, ponoć lepszy był tylko w łóżku. Grael rozejrzał się. Cmoknął.
- No, pięknisiu, bież tamtego konia i dołącz do mnie, w drodze do najbliższej karczmy opowiesz mi co tu się stało…
Salter szybko wskoczył na konia i obaj mężczyźni ruszyli dalej drogą na północ.
- Przebywałem w tej wiosce kilka dni, znalazłem tu bardzo miłą damę… wiele bardzo miłych dam. Ale jedna z nich była wyjątkowa, ślicznotka jakich mało, jej piersi były jak…- zaczął opowieść z rozmarzoną miną
- Słuchaj, tę część możesz sobie odpuścić…- przerwał mu Grael, a młodzik teatralnie westchnął
- Nigdy nie lubisz tych tematów… na ale zgoda. Więc przebywałem w sypialni właśnie tej przeuroczej damy, kiedy miasto zaatakowali Imperialni. Sam niechybnie bym zginął, ale pokłuciem się ze ślicznotką i w tym monecie wpadł jeden z gwardzistów. Jednym uderzeniem zabił dziewczynę…- tu wyraźnie posmutniał- Jednak to dało mi czas by doskoczył do spodni i wyjął broń. Zabiłem go… późnij jeszcze kilku i uciekłem. Wróciłem po swojego konia i wtedy cię spotkałem.
Zamilkł, i spojrzał na wschodzące słońce.
- Ahh… wiosna, jaki to piękny czas, wszystko budzi się do życia, wszystko kwitnie…- westchnął rozmarzony, od razu można było zauważyć, że on kocha gawędzić
Grael pokiwał głową w zamyśleniu. Pewnie się domyślacie jak wyglądała reszta drogi… Starszy mężczyzna słuchał i wychodził z siebie, ale niczego nie okazywał, młodszy zaś mówił jak opętany. W końcu dojechali jednak do karczmy i nasz bohater odetchnął w duchu.
- Może uda mi się go zatkać kuflem piwa i króliczym udkiem…- pomyślał
Dwaj mężczyźni weszli do środka. Kilka spojrzeń skierowało się w ich stronę. Grael podszedł do szynkwasu, podczas gdy Salter szukał wolnego stolika. Po kilku minutach obaj siedzieli przy kuflu piwa i ciepłym obiedzie.
niedziela, 28 lipca 2013
Rozdział I
Zdrady, morderstwa, najmowanie zbójów…- rozmyślał Grael
siedząc w karczmie i żłopiąc piwo, minęło pięć lat, a on nie potrafił
zapomnieć. Gdy wyruszył napadnięto go, jego straż była przekupiona, udała, że
uciekła, bandyci jednak byli zbyt pewni siebie, zanim go zabili opisali mu całą
sprawę. Przeliczyli się, Grael był mistrzem miecza, pokonał ich, ale odniósł
obrażenia, w końcu był sam na dziesięciu. Wykrwawiłby się w tym lesie na
śmierć, gdyby nie jakiś pustelnik, który usłyszał odgłosy walki. Opatrzył go,
pomógł mu wyzdrowieć i wrócić do formy, a przy okazji zebrał wiadomości. Oficjalnie Lord Grael nie żył od pięciu lat i
wielu osobom zależało na tym, by tak już pozostało. Grael znał się tylko na
wojnie i polityce, więc szybko zadomowił się w nowym zawodzie, jakim był
najemnik. Jego cel wstał, Grael uśmiechnął się i wyszedł za nim z karczmy,
śledził go ciemnymi uliczkami, czekał na dogodny moment. W końcu z krwawym
uśmiechem na twarzy podbiegł do nieco przygrubego mężczyzny, położył mu dłoń na
ramieniu, odwrócił go i w tym samym momencie wyprowadził prawy prosty, którym
złamał nos łysiejącego czterdziestolatka. Cel prawie się przewrócił, ale silna
dłoń położona na jego ramieniu nie pozwoliła na to. Najemnik chwycił go za kołnierz i przystawił
do ściany, zaczął uderzać prawą dłonią w jego twarz. Wykonał kilka mocnych
ciosów i spojrzał na zakrwawioną twarz swojego celu. Złamał mu nos, podbił
oboje oczu, z rozwalonego łuku brwiowego ciekła krew, tak samo jak z kości
policzkowej, wargi były jedną, wielką miazgą. Grael uśmiechnął się krwawo,
wiedział, że nieco go poniosło, ale był zadowolony ze swego dzieła.
- To ostrzeżenie, mój zleceniodawca karze ci przekazać, że jeśli nadal będziesz robił szemrane interesy i dymał małolaty w zamian za narkotyki, to następnym razem sztylet w sercu będzie twoim marzeniem…- wyszeptał przez zaciśnięte zęby spoglądając w ledwo widzące oczy handlarza.
Były lord rozluźniał uścisk, tak że bezwładny, prawie ślepy, oszołomiony z bólu diler opadł pod ścianę, w kałużę własnych szczyn. Grael odwrócił się, zamachnął peleryną i założywszy swój czarny kaptur ruszył do stajni, gdzie zostawił konia.
- Teraz tylko w umówione miejsce, by odebrać nagrodę…- pomyślał wsiadając na czarną jak Śmierć chabetę i ruszając w drogę…
Podczas powrotu do zleceniodawcy minął niewielki oddział Imperialnej Gwardii, pachniało od nich na mile zepsuciem i zgnilizną. Grael miał przeczucie, że tej nocy wydarzy się coś złego. Wjechał na polanę nie zwalniając przy tym, w pełnym galopie zeskoczył z konia i zatrzymał go. Na środku polany stał wielki dąb, w którego cieniu kryła się wysoka postać. Najemnik ruszył w jej stronę przy okazji zdejmując kaptur. Czarne, długie do ramion włosy spłynęły po jego twarzy, wśród nich dało się dostrzec siwe pasemka. Jego uśmiech szybko zmienił się w wyraz zdziwienia, gdy zamiast mieszka ze złotem dostrzegł wąskie, lśniące ostrze skierowane w stronę jego krtani.
- Za dużo wiesz…- warknęła postać ukryta w ciemności- Dziękuję za przysługę, teraz czeka cię śmierć…
- Myślisz, że obchodzi mnie, że jakiś stary pryk chędoży twoją żonę, kochankę i dwie córki? Uwierz mi, nie…- warkną Grael, początkowe zdziwienie i strach przeradzało się w gniew
- Ale o tym wiesz, to wystarczy…- warkną szlachcić i zamachnął się ostrzem, najemnik uchylił się i wyjął jedno z ostrzy, spojrzał w oczy przeciwnika cofając się o kilka kroków. Obie postacie stanęły w oświetlonej blaskiem księżyca części polany. Szlachcic był bardzo sprawnym fechmistrzem, ale jego zdolności nie mogły się równać z finezją Mistrza Ostrzy, jednego z legendarnych Szermierzy Natchnionych… Najemnik blokował każdy cios bez problemu, nagle dokonał wypadu i zranił przeciwnika w udo, tak iż ten upadł n ziemię.
- Nie chcę cię zabijać, zapłać co moje i zapomnimy o całej sprawie, rozumiesz?- zapytał stając nad nim z zakrwawionym mieczem w dłoni
Szlachcic podniósł przestraszony wzrok i sięgnął po sakiewkę, rzucił ją w stronę wojownika, Grael chwycił ją bezbłędnie jedną ręką i przypiął do swojego pasa. Rzucił swojemu pracodawcy bandaż i odwrócił się chowając ostrze do pochwy przy pasie. Wsiadł na swojego konia i odjechał leśną drogą. Zanotował, że od strony miasta dobiega łuna pożaru, która rozjaśniała nocne niebo. Nie miał jednak ochoty tam wracać by to sprawdzić.
- To ostrzeżenie, mój zleceniodawca karze ci przekazać, że jeśli nadal będziesz robił szemrane interesy i dymał małolaty w zamian za narkotyki, to następnym razem sztylet w sercu będzie twoim marzeniem…- wyszeptał przez zaciśnięte zęby spoglądając w ledwo widzące oczy handlarza.
Były lord rozluźniał uścisk, tak że bezwładny, prawie ślepy, oszołomiony z bólu diler opadł pod ścianę, w kałużę własnych szczyn. Grael odwrócił się, zamachnął peleryną i założywszy swój czarny kaptur ruszył do stajni, gdzie zostawił konia.
- Teraz tylko w umówione miejsce, by odebrać nagrodę…- pomyślał wsiadając na czarną jak Śmierć chabetę i ruszając w drogę…
Podczas powrotu do zleceniodawcy minął niewielki oddział Imperialnej Gwardii, pachniało od nich na mile zepsuciem i zgnilizną. Grael miał przeczucie, że tej nocy wydarzy się coś złego. Wjechał na polanę nie zwalniając przy tym, w pełnym galopie zeskoczył z konia i zatrzymał go. Na środku polany stał wielki dąb, w którego cieniu kryła się wysoka postać. Najemnik ruszył w jej stronę przy okazji zdejmując kaptur. Czarne, długie do ramion włosy spłynęły po jego twarzy, wśród nich dało się dostrzec siwe pasemka. Jego uśmiech szybko zmienił się w wyraz zdziwienia, gdy zamiast mieszka ze złotem dostrzegł wąskie, lśniące ostrze skierowane w stronę jego krtani.
- Za dużo wiesz…- warknęła postać ukryta w ciemności- Dziękuję za przysługę, teraz czeka cię śmierć…
- Myślisz, że obchodzi mnie, że jakiś stary pryk chędoży twoją żonę, kochankę i dwie córki? Uwierz mi, nie…- warkną Grael, początkowe zdziwienie i strach przeradzało się w gniew
- Ale o tym wiesz, to wystarczy…- warkną szlachcić i zamachnął się ostrzem, najemnik uchylił się i wyjął jedno z ostrzy, spojrzał w oczy przeciwnika cofając się o kilka kroków. Obie postacie stanęły w oświetlonej blaskiem księżyca części polany. Szlachcic był bardzo sprawnym fechmistrzem, ale jego zdolności nie mogły się równać z finezją Mistrza Ostrzy, jednego z legendarnych Szermierzy Natchnionych… Najemnik blokował każdy cios bez problemu, nagle dokonał wypadu i zranił przeciwnika w udo, tak iż ten upadł n ziemię.
- Nie chcę cię zabijać, zapłać co moje i zapomnimy o całej sprawie, rozumiesz?- zapytał stając nad nim z zakrwawionym mieczem w dłoni
Szlachcic podniósł przestraszony wzrok i sięgnął po sakiewkę, rzucił ją w stronę wojownika, Grael chwycił ją bezbłędnie jedną ręką i przypiął do swojego pasa. Rzucił swojemu pracodawcy bandaż i odwrócił się chowając ostrze do pochwy przy pasie. Wsiadł na swojego konia i odjechał leśną drogą. Zanotował, że od strony miasta dobiega łuna pożaru, która rozjaśniała nocne niebo. Nie miał jednak ochoty tam wracać by to sprawdzić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)