Zdrady, morderstwa, najmowanie zbójów…- rozmyślał Grael
siedząc w karczmie i żłopiąc piwo, minęło pięć lat, a on nie potrafił
zapomnieć. Gdy wyruszył napadnięto go, jego straż była przekupiona, udała, że
uciekła, bandyci jednak byli zbyt pewni siebie, zanim go zabili opisali mu całą
sprawę. Przeliczyli się, Grael był mistrzem miecza, pokonał ich, ale odniósł
obrażenia, w końcu był sam na dziesięciu. Wykrwawiłby się w tym lesie na
śmierć, gdyby nie jakiś pustelnik, który usłyszał odgłosy walki. Opatrzył go,
pomógł mu wyzdrowieć i wrócić do formy, a przy okazji zebrał wiadomości. Oficjalnie Lord Grael nie żył od pięciu lat i
wielu osobom zależało na tym, by tak już pozostało. Grael znał się tylko na
wojnie i polityce, więc szybko zadomowił się w nowym zawodzie, jakim był
najemnik. Jego cel wstał, Grael uśmiechnął się i wyszedł za nim z karczmy,
śledził go ciemnymi uliczkami, czekał na dogodny moment. W końcu z krwawym
uśmiechem na twarzy podbiegł do nieco przygrubego mężczyzny, położył mu dłoń na
ramieniu, odwrócił go i w tym samym momencie wyprowadził prawy prosty, którym
złamał nos łysiejącego czterdziestolatka. Cel prawie się przewrócił, ale silna
dłoń położona na jego ramieniu nie pozwoliła na to. Najemnik chwycił go za kołnierz i przystawił
do ściany, zaczął uderzać prawą dłonią w jego twarz. Wykonał kilka mocnych
ciosów i spojrzał na zakrwawioną twarz swojego celu. Złamał mu nos, podbił
oboje oczu, z rozwalonego łuku brwiowego ciekła krew, tak samo jak z kości
policzkowej, wargi były jedną, wielką miazgą. Grael uśmiechnął się krwawo,
wiedział, że nieco go poniosło, ale był zadowolony ze swego dzieła.
- To ostrzeżenie, mój zleceniodawca karze ci przekazać, że jeśli nadal będziesz robił szemrane interesy i dymał małolaty w zamian za narkotyki, to następnym razem sztylet w sercu będzie twoim marzeniem…- wyszeptał przez zaciśnięte zęby spoglądając w ledwo widzące oczy handlarza.
Były lord rozluźniał uścisk, tak że bezwładny, prawie ślepy, oszołomiony z bólu diler opadł pod ścianę, w kałużę własnych szczyn. Grael odwrócił się, zamachnął peleryną i założywszy swój czarny kaptur ruszył do stajni, gdzie zostawił konia.
- Teraz tylko w umówione miejsce, by odebrać nagrodę…- pomyślał wsiadając na czarną jak Śmierć chabetę i ruszając w drogę…
Podczas powrotu do zleceniodawcy minął niewielki oddział Imperialnej Gwardii, pachniało od nich na mile zepsuciem i zgnilizną. Grael miał przeczucie, że tej nocy wydarzy się coś złego. Wjechał na polanę nie zwalniając przy tym, w pełnym galopie zeskoczył z konia i zatrzymał go. Na środku polany stał wielki dąb, w którego cieniu kryła się wysoka postać. Najemnik ruszył w jej stronę przy okazji zdejmując kaptur. Czarne, długie do ramion włosy spłynęły po jego twarzy, wśród nich dało się dostrzec siwe pasemka. Jego uśmiech szybko zmienił się w wyraz zdziwienia, gdy zamiast mieszka ze złotem dostrzegł wąskie, lśniące ostrze skierowane w stronę jego krtani.
- Za dużo wiesz…- warknęła postać ukryta w ciemności- Dziękuję za przysługę, teraz czeka cię śmierć…
- Myślisz, że obchodzi mnie, że jakiś stary pryk chędoży twoją żonę, kochankę i dwie córki? Uwierz mi, nie…- warkną Grael, początkowe zdziwienie i strach przeradzało się w gniew
- Ale o tym wiesz, to wystarczy…- warkną szlachcić i zamachnął się ostrzem, najemnik uchylił się i wyjął jedno z ostrzy, spojrzał w oczy przeciwnika cofając się o kilka kroków. Obie postacie stanęły w oświetlonej blaskiem księżyca części polany. Szlachcic był bardzo sprawnym fechmistrzem, ale jego zdolności nie mogły się równać z finezją Mistrza Ostrzy, jednego z legendarnych Szermierzy Natchnionych… Najemnik blokował każdy cios bez problemu, nagle dokonał wypadu i zranił przeciwnika w udo, tak iż ten upadł n ziemię.
- Nie chcę cię zabijać, zapłać co moje i zapomnimy o całej sprawie, rozumiesz?- zapytał stając nad nim z zakrwawionym mieczem w dłoni
Szlachcic podniósł przestraszony wzrok i sięgnął po sakiewkę, rzucił ją w stronę wojownika, Grael chwycił ją bezbłędnie jedną ręką i przypiął do swojego pasa. Rzucił swojemu pracodawcy bandaż i odwrócił się chowając ostrze do pochwy przy pasie. Wsiadł na swojego konia i odjechał leśną drogą. Zanotował, że od strony miasta dobiega łuna pożaru, która rozjaśniała nocne niebo. Nie miał jednak ochoty tam wracać by to sprawdzić.
- To ostrzeżenie, mój zleceniodawca karze ci przekazać, że jeśli nadal będziesz robił szemrane interesy i dymał małolaty w zamian za narkotyki, to następnym razem sztylet w sercu będzie twoim marzeniem…- wyszeptał przez zaciśnięte zęby spoglądając w ledwo widzące oczy handlarza.
Były lord rozluźniał uścisk, tak że bezwładny, prawie ślepy, oszołomiony z bólu diler opadł pod ścianę, w kałużę własnych szczyn. Grael odwrócił się, zamachnął peleryną i założywszy swój czarny kaptur ruszył do stajni, gdzie zostawił konia.
- Teraz tylko w umówione miejsce, by odebrać nagrodę…- pomyślał wsiadając na czarną jak Śmierć chabetę i ruszając w drogę…
Podczas powrotu do zleceniodawcy minął niewielki oddział Imperialnej Gwardii, pachniało od nich na mile zepsuciem i zgnilizną. Grael miał przeczucie, że tej nocy wydarzy się coś złego. Wjechał na polanę nie zwalniając przy tym, w pełnym galopie zeskoczył z konia i zatrzymał go. Na środku polany stał wielki dąb, w którego cieniu kryła się wysoka postać. Najemnik ruszył w jej stronę przy okazji zdejmując kaptur. Czarne, długie do ramion włosy spłynęły po jego twarzy, wśród nich dało się dostrzec siwe pasemka. Jego uśmiech szybko zmienił się w wyraz zdziwienia, gdy zamiast mieszka ze złotem dostrzegł wąskie, lśniące ostrze skierowane w stronę jego krtani.
- Za dużo wiesz…- warknęła postać ukryta w ciemności- Dziękuję za przysługę, teraz czeka cię śmierć…
- Myślisz, że obchodzi mnie, że jakiś stary pryk chędoży twoją żonę, kochankę i dwie córki? Uwierz mi, nie…- warkną Grael, początkowe zdziwienie i strach przeradzało się w gniew
- Ale o tym wiesz, to wystarczy…- warkną szlachcić i zamachnął się ostrzem, najemnik uchylił się i wyjął jedno z ostrzy, spojrzał w oczy przeciwnika cofając się o kilka kroków. Obie postacie stanęły w oświetlonej blaskiem księżyca części polany. Szlachcic był bardzo sprawnym fechmistrzem, ale jego zdolności nie mogły się równać z finezją Mistrza Ostrzy, jednego z legendarnych Szermierzy Natchnionych… Najemnik blokował każdy cios bez problemu, nagle dokonał wypadu i zranił przeciwnika w udo, tak iż ten upadł n ziemię.
- Nie chcę cię zabijać, zapłać co moje i zapomnimy o całej sprawie, rozumiesz?- zapytał stając nad nim z zakrwawionym mieczem w dłoni
Szlachcic podniósł przestraszony wzrok i sięgnął po sakiewkę, rzucił ją w stronę wojownika, Grael chwycił ją bezbłędnie jedną ręką i przypiął do swojego pasa. Rzucił swojemu pracodawcy bandaż i odwrócił się chowając ostrze do pochwy przy pasie. Wsiadł na swojego konia i odjechał leśną drogą. Zanotował, że od strony miasta dobiega łuna pożaru, która rozjaśniała nocne niebo. Nie miał jednak ochoty tam wracać by to sprawdzić.