sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział II



Grael spoglądał ze szczytu wzgórza na zgliszcza kolejnej osady.
-Ta cholerna Gwardia pozbawia mnie pracy...- warknął popędzając konia
Wojownik szybko zjechał ze wzgórza i ruszył brukowaną drogą prowadzącą przez wioskę. Zewsząd dobiegał go odór śmierci, krwi, szczyn, ale to wszystko prawie doszczętnie wyniszczał smród spalonych ciał. Najemnik poszukiwał ewentualnych ocalałych, ale jak dotąd nikogo nie zobaczył. Nagle drogę zabiegł mu jakiś elegancik, cały poplamiony krwią, z rapierem przy pasie. Spojrzał przerażony na wojownika. Nagle obaj uśmiechnęli się.
- Lord Grael, myślałem, że pan nie żyje…
- Lord już dawno umarł, teraz jestem zwykłym najemnikiem, Salterze, Cesarski Mistrzu Miecza…
- Już nie… cesarz wygnał mnie, ale w przeciwieństwie do ciebie, ja sam jestem temu winien…
- Co żeś zrobił?
- To że pieprzyłem jego siostrę i dwie kochanki mu nie przeszkadzało, ale gdy pewnego razu sprzeciwiłem się jego rozkazom… on skazał mnie na ścięcie, a moje młode gardło jest zbyt delikatne dla gilotyny…
- Więc uciekłeś?
Salter skinął tylko smutno głową. Miał dwadzieścia siedem lat, był przystojny, szczupły, wydawać by się mogło, że nie potrafił niczego, ale w jego przypadku było to błędem. Był wielofunkcyjny, ale najlepiej wychodziła mu szermierka… no, prawie najlepiej, ponoć lepszy był tylko w łóżku. Grael rozejrzał się. Cmoknął.
- No, pięknisiu, bież tamtego konia i dołącz do mnie, w drodze do najbliższej karczmy opowiesz mi co tu się stało…
Salter szybko wskoczył na konia i obaj mężczyźni ruszyli dalej drogą na północ.
- Przebywałem w tej wiosce kilka dni, znalazłem tu bardzo miłą damę… wiele bardzo miłych dam. Ale jedna z nich była wyjątkowa, ślicznotka jakich mało, jej piersi były jak…- zaczął opowieść z rozmarzoną miną
- Słuchaj, tę część możesz sobie odpuścić…- przerwał mu Grael, a młodzik teatralnie westchnął
- Nigdy nie lubisz tych tematów… na ale zgoda. Więc przebywałem w sypialni właśnie tej przeuroczej damy, kiedy miasto zaatakowali Imperialni. Sam niechybnie bym zginął, ale pokłuciem się ze ślicznotką i w tym monecie wpadł jeden z gwardzistów. Jednym uderzeniem zabił dziewczynę…- tu wyraźnie posmutniał- Jednak to dało mi czas by doskoczył do spodni i wyjął broń. Zabiłem go… późnij jeszcze kilku i uciekłem. Wróciłem po swojego konia i wtedy cię spotkałem.
Zamilkł, i spojrzał na wschodzące słońce.
- Ahh… wiosna, jaki to piękny czas, wszystko budzi się do życia, wszystko kwitnie…- westchnął rozmarzony, od razu można było zauważyć, że on kocha gawędzić
Grael pokiwał głową w zamyśleniu. Pewnie się domyślacie jak wyglądała reszta drogi… Starszy mężczyzna słuchał i wychodził z siebie, ale niczego nie okazywał, młodszy zaś mówił jak opętany. W końcu dojechali jednak do karczmy i nasz bohater odetchnął w duchu.
- Może uda mi się go zatkać kuflem piwa i króliczym udkiem…- pomyślał
Dwaj mężczyźni weszli do środka. Kilka spojrzeń skierowało się w ich stronę. Grael podszedł do szynkwasu, podczas gdy Salter szukał wolnego stolika. Po kilku minutach obaj siedzieli przy kuflu piwa i ciepłym obiedzie.